Recenzja ambasadora

Grande Finale

Torba USG/INIEKCJA KotFort

Torba USG/INIEKCJA

Autor: ambasador zewnętrzny


Od dawna chodziła mi po głowie własna torba iniekcyjna dla kotków „obsługiwalnych inaczej”, tylko jak to w domu tymczasowym - zawsze są pilniejsze wydatki… Szczęśliwie ostatnio pojawiła się możliwość przetestowania takiej torby marki Grande Finale w ramach plebiscytu Sfinksy i skrzętnie z tej możliwości skorzystałam. Torba pierwsze wrażenie zrobiła bardzo pozytywne – porządne wykonanie, solidny materiał, gładko działające suwaki i mocne rzepy wróżą długie i skuteczne użytkowanie, a sam materiał na pewno jest łatwy do mycia/prania i dezynfekcji i szybko schnie. W porównaniu z torbami, z którymi do tej pory miałam do czynienia w gabinetach weterynaryjnych, torba Grande Finale to prawdziwy full wypas – dodatkowe suwaki pozwalają na bezpieczny dostęp do każdej części zwierzaka i wykonanie najrozmaitszych badań, w tym USG i podania leków wszystkimi możliwymi metodami we wszystkie możliwe części kotka. Torbę testowała Czorcik, która jest kocicą szalenie miłą, przylepną tak długo, jak długo nic się nie próbuje przy niej zrobić. Każda czynność, która głaskaniem nie jest, skutkuje walką o życie. Jednocześnie Czorcik jest panią w średnim wieku ze szwankującą okresowo wątrobą – badania krwi powinna mieć robione regularnie, a w przypadku problemów podawane leki lub kroplówki podskórnie lub dożylnie (do tej pory było to raczej niewykonalne o ile nie była umierająca). W gabinecie mieliśmy trochę perypetii z pakowaniem Czorcik do torby – tu na pewno przydaje się nieco wprawy, a jeszcze lepiej, jak wprawę mają dwie osoby. Niemniej w końcu udało się suwaczki podopinać i już całkiem sprawnie pobrać krew – chociaż nadal kot ma wolną głowę z zębami ;) Przy pobieraniu krwi z przednich łap trzeba jednak uważać i dodatkowo zabezpieczyć paszczę. Skoro kot był już spacyfikowany, to po pobraniu krwi udało się też zajrzeć w paszczę, a także w uszy i oczy oraz obmacać kontrolnie brzuch i dokładnie obie tylne łapy, z którymi także Czort ma jakiś problem. Przy obmacywaniu tych łap torba była bardzo przydatna – luzem na pewno byłoby to u Czorta bardzo trudne (o ile w ogóle możliwe). Z torby, po odsunięciu suwaczków, kot wychodzi sam. Szybciutko ;) Dalsze testowanie przerabiamy już w domu. Okazało się, że Czort ogólnie zdrowa, ale musimy pobadać wyrywkowo cukier. Na pewno nie jest to czynność, którą jednoosobowo da się na Czorcie wykonać lekko, łatwo i przyjemnie. I tutaj torba jest dla mnie zbawieniem. Serio. Zwłaszcza że po kilku użyciach zaczynam dochodzić do wprawy w pakowaniu kotka, a Czort – chociaż nie lubi i pewnie nie polubi – powoli dochodzi do wniosku, że nic strasznego tak naprawdę się nie dzieje. Dla mnie jest to sprzęt bardzo przydatny. Do jednoosobowej obsługi w domu takich kotów jak Czorcik, czy jej siostra Czarcik (jeszcze trudniejsza w obsłudze, bo o wiele mniej ufna) będzie niezastąpiona. Nie jest to oczywiście rzecz do wykorzystania na co dzień, ale, gdy potrzebna, to trudno się bez niej obejść i trudno zastąpić (a do tej pory musiałam, więc dobrze wiem, co mówię). Torba ma bardzo wygodne uszy, co usprawnia obsługę, kiedy trzeba kota przemieścić np. z jednego stołu na inny (albo na wagę). Jednak IMO nie powinna służyć jako transporter – kot ciasno zapięty w torbie ograniczającej jego ruchy a zarazem nie ograniczającej widzenia będzie strasznie zestresowany. Jednak, odpowiednio użyta, torba może znacznie ograniczyć czas niezbędnych stresujących zabiegów – w gabinecie lub w domu. Torba wygląda na znacznie mniejszą niż jest w rzeczywistości, jednak i tak, wg mnie, rozmiar jest ciut zaniżony. Wybór jest między S – do 2 kg (dla kociąt), M – do 5 kg i L – do 10 kg. Wybraliśmy rozmiar M jako najbardziej uniwersalny dla dachowców. Dla 4-kilowej Czorcik (u której ostatnie pół kilo to - khem - „futro”) torba jest akurat. Tak samo powinna pasować dla jej nieco szczuplejszej i równie drobnej siostry Czarcik. Jednak solidne 4,5 kilograma Pyzy i 5 kilogramów Kaniuka wprawdzie dało się testowo w torbie upchnąć, ale tylko przysłowiowym kolanem i wyłącznie dlatego, że to miłe kotki, z którymi można wszystko zrobić (np. upchnąć w torbie kolanem). Nieobsługiwalny kot ich wielkości (który faktycznie wymagałby obsługi w torbie) prawdopodobnie nie dałby się w niej zapiąć. Testowo spakowałam jeszcze malutką Delicję – jakieś 3-3,5 kilo jak się dobrze postara ;) Ona ma trochę za luźno i łatwo w środku „ucieka”, ale nadal torba spełnia swoje zadanie (Delicja też nie jest łatwym w obsłudze kotkiem i dla niej też może się ten sprzęt kiedyś przydać). Nie próbowałabym do niej pakować kota większego niż te 4,5 kg. Z tego powodu nie próbowałam z kompletnie dziką Baśką – ok. 5 kg – chociaż był taki plan. Torba Grande Finale na pewno bardzo mi się przyda do obsługi co trudniejszych kotów – zarówno w gabinecie, jak i przede wszystkim w domu. Teraz będę myśleć o tym większym rozmiarze…

Zobacz oryginalną recenzję
Torba USG/INIEKCJA KotFort

Informacje i kontakt

Informacji na temat plebiscytu oraz zgłoszeń produktów i usług udzielają:

Katarzyna Kostecka
k.kostecka@trzykoty.com


Małgorzata Czekała
m.czekala@trzykoty.com


Katarzyna Rożko
k.rozko@trzykoty.com